Recenzja filmu zawiera spoilery.
Trudne początki
„Słodki Listopad” dokonał niezwykle trudnej sztuki stworzenia dwóch głównych bohaterów, których ciężko polubić (przynajmniej na początku). Marketingowiec-pracoholik Nelson i zwariowana miłośniczka psów Sara, choć zupełnie różni, oboje byli tak samo męczący. Z jednej strony całkowicie pozbawiony empatii karierowicz, a z drugiej dziwna i nachalna opiekunka zwierząt.
Ich pierwsze spotkania były wyjątkowo niezręczne, na całe szczęście wraz z biegiem czasu sytuacja zaczyna się zmieniać. Pomysł Sary o zostaniu parą na miesiąc zaczyna przynosić efekty w momencie, gdy twórcy filmu przestają robić z niej wyłącznie „zabawną, nieco zakręconą dziewczynę” znaną z komedii romantycznych, a w Nelsonie zachodzi zmiana – korporacyjne wartości tracą na znaczeniu, wydaje się nawet, że odkrywa on nieznane wcześniej mu zjawisko „empatii”.
Na wyróżnienie zasługuje fakt, że zmiany w zachowaniu Nelsona, podobnie jak ciągłe „życie chwilą” Sary, nie nastąpiły bez powodu. Obie zmiany zostały wywołane przez osobiste tragedie każdego z nich. Choć motywy były różne, doprowadziły tę dwójkę do całkowitego porzucenia dotychczasowego stylu życia i połączyło ich w specyficznym, miłosnym związku. W przypadku Sary była to decyzja o zaprzestaniu leczenia chłoniaka nieziarniczego oraz akceptacja wizji śmierci. Z perspektywy widza ta informacja była niezwykle istotna – pozwalało na dużo lepsze zrozumienie zachowania Sary i jej działania. Dla Nelsona była to utrata wysokiego stanowiska w pracy oraz zakończenie dotychczasowej relacji z dziewczyną. Świetnie pasuje tutaj słynny cytat z Fight Clubu: „Utrata nadziei jest wolnością”, według którego prawdziwą swobodę działań osiągamy dopiero wtedy, gdy nie mamy nic do stracenia.
Zmiana "Wilka z Wall Street"
Od momentu porzucenia starego życia Nelsona oraz zrozumienia motywów Sary, film robił się tylko lepszy.
„Słodki Listopad” świetnie podchodzi do tematu akceptacji decyzji osoby chorej. Pokazuje motywy nie tylko Sary, która zdecydowała się zrezygnować z leczenia, ale również etapy radzenia sobie z jej decyzją Nelsona. Jego złość, smutek, bezradność wobec podjętej decyzji i wreszcie – akceptację.
Choć zmiana stylu życia i najważniejszych wartości w życiu Nelsona z pewnością się udała, to jeszcze bardziej udało się zakończenie wątku miłosnego. Końcowa scena była po prostu doskonała. Romantyczna sceneria i słodko-gorzkie pożegnanie stanowiły świetną klamrę dla całej historii. Właśnie to, jak mocno odebrałem tę scenę uświadomiło mi, jak długą drogę przebył w mojej ocenie ten film – od nieciekawego, wręcz irytującego filmu po naprawdę udaną opowieść o miłości i zmianie. Mimo trudnych początków, bardzo satysfakcjonująco było obserwować, jak nieudana kopia „Wilka z Wall Street” zmienia się w empatycznego i wrażliwego człowieka.
MOJA OCENA: 7/10