Niezbyt to wszystko zabawne
Niemal wszystkie główne postacie są komikami. To spory problem, gdyż nie dość, że kawały opowiadane są co chwila, to jeszcze wszystkie dotyczą tego samego tematu. Słuchając setny raz tego samego czułem się jak podczas opowiadania żartów przez ten typ człowieka, który głośno śmieje się ze swoich własnych dowcipów i nachalnie obserwuje twoją reakcję, żeby upewnić się, że jesteś rozbawiony.
Problemy dotyczą także głównego bohatera, George’a, granego przez Adama Sandlera. Na samym początku filmu otrzymuje diagnozę ostrej białaczki szpikowej. Szok spowodowany tą informacją sprawia, że George emanuje egoizmem i chamstwem. Jednak im dłużej trwał film, tym bardziej utwierdzałem się, w przekonaniu, że to nie wieść o chorobie zmieniła George’a. On po prostu zawsze był zamkniętym we własnej bańce egoistą. W odbiorze filmu nie pomagał też fakt, że jego „humor” opierał się po prostu na byciu chamskim i niewdzięcznym oraz to, że reakcją na jego żarty prawie zawsze był wielki wybuch śmiechu. Chwilami czułem, że śmiech jest wymuszony i pokazuje, jak fałszywe potrafi być środowisko znanych aktorów i komików.
Cała jego postać przypomina mi proptoplastę Bojacka Horsemana – zmęczonego sławą i luksusem celebrytę, który pomimo chęci, nie jest zdolny do nawiązania zdrowej relacji z drugim człowiekiem. Tego typu dysfunkcyjny charakter ma spory potencjał do bycia ciekawą opowieścią, jednak "Funny People" nie wykorzystuje tego nawet w połowie.
Jesteś moim najlepszym przyjacielem, a nawet Cię nie lubię
Trzeba jednak oddać filmowi, że wspomniane ukazanie realiów próby nawiązania prawdziwej przyjaźni to niezwykle udany zabieg i największa zaleta filmu. W opozycji to zgorzkniałego George’a stoi Ira (Seth Rogen). Nie jest przebojowym celebrytą, a skromnym, początkującym komikiem, który nie jest jeszcze „zniszczony” przez showbiznes. Niemal każda próba przyjacielskiej rozmowy była sabotowana przez George’a. Te sceny dzięki świetnej ekranowej chemii Sandlera i Rogena pokazały jak duża jest niewidzialna bariera, gdy nie potrafi się stworzyć normalnej relacji. Zaletą filmu jest też gra aktorska. Niemal każdy wycisnął ze swoich postaci tu absolutne maksimum (w szczególności Eric Bana i Adam Sandler). Seth Rogen oraz Jonah Hill również wypadli przyzwoicie.
Niestety ani oryginalny wątek emocjonalnej niedostępności głównego bohatera, ani dobra gra aktorska nie były w stanie zmyć bolączek „Funny People”. Jedną z nich było przeciągnięcie czasu trwania filmu. Seans mógłby spokojnie skończyć się godzinę wcześniej. Przez to cała narracja była niebywale rozmyta, a ponadto powtarzała żarty i morały z pierwszej części filmu. Choć na końcu w George’u nagle dokonuje się jakaś zmiana na lepsze i po raz kolejny próbuje zaprzyjaźnić się z Irą, a aktorsko film trzymał poziom od początku do końca, to nie wystarczyło, aby stworzyć świetny film. Nie jest ani szczególnie zabawny, ani dramatyczna część historii głównego bohatera nie została odpowiednio rozwinięa.
„Funny People” jest w pewnym sensie jak George – przez cały czas próbuje stworzyć coś udanego, ale za każdym razem coś go hamuje.
MOJA OCENA: 5/10