Historia wyróżnionej pracy z poprzedniej, V edycji konferencji HKiD pokazuje, że często od takich właśnie obserwacji zaczyna się coś więcej. Udowadnia ona, że warto próbować i składać abstrakty, aby przyczynić się do ogólnego postępu nauki.
Od codziennej praktyki do pytania badawczego
Podczas V edycji konferencji Hematologii Klinicznej i Doświadczalnej wyróżnienie w sesji plakatowej uzyskała praca zatytułowana „Optymalizacja dostępności koncentratów krwinek płytkowych o określonych antygenach płytkowych w RCKiK w Lublinie, jako postępowanie zwiększające bezpieczeństwo transfuzji u pacjentów zimmunizowanych” autorstwa dr. n. o zdr. Berty Fal-Cecuły, mgr Anny Tatarczak i lek. med. Małgorzaty Orzeł z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie. Praca dotyczyła zagadnienia, które nie wybrzmiewa bardzo często w debacie publicznej w transfuzjologii, ale gdy już się pojawi, może mieć kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa pacjenta.
Jak podkreśla dr Fal-Cecuła z Pracowni Kontroli Jakości i Cytometrii Przepływowej RCKiK w Lublinie:
„Podstawowym celem projektu było zoptymalizowanie dostępności koncentratów krwinek płytkowych i zwiększenie bezpieczeństwa transfuzji u pacjentów zimmunizowanych”.
Chodzi zwłaszcza o grupę chorych uodpornionych na powszechnie występujące antygeny płytek krwi oraz o szczególne przypadki, takie jak konflikt matczyno-płodowy w zakresie antygenów płytkowych, który może prowadzić do rozwoju alloimmunologicznej małopłytkowości płodu i noworodka. W takich sytuacjach potrzebne są preparaty ściśle dopasowane antygenowo. I właśnie tu pojawia się zasadnicze pytanie: jak zapewnić ich dostępność wtedy, kiedy są naprawdę potrzebne?
Rozwiązanie, które zaproponował zespół z Lublina, opierało się na rozszerzeniu bazy dawców o określonych antygenach HPA, nieposiadających antygenu HPA-1a, który stanowi najczęstszą przyczynę immunizacji w tym układzie. Problem polega na tym, że mówimy o populacji bardzo rzadkiej. Antygen HPA-1a występuje u ponad 97% osób. To oznacza, że dawcy, którzy go nie posiadają, więc tacy, którzy potencjalnie mogą zapewnić dostępność „bezpiecznych” płytek dla pacjentów z przeciwciałami, stanowią zaledwie około 2,5% populacji.
„Wyodrębnienie tak małej populacji nie jest proste” – przyznaje dr Fal-Cecuła. „Dlatego musieliśmy podejść do tego w sposób przesiewowy i wybrać metodę, która będzie szybka, skuteczna i wydajna, do zastosowana na dużą skalę”.
Wybór padł na cytometrię przepływową. W praktyce oznaczało to przebadanie niemal 6000 wielokrotnych dawców krwi i jej składników. Co istotne, skuteczność tej metody okazała się bardzo wysoka, wytypowani w badaniu przesiewowym dawcy zostali później potwierdzeni genotypowo. Wdrożenie dwuetapowego schematu badań antygenów płytkowych umożliwiło realne rozszerzenie bazy osób o określonych antygenach HPA. Pokazało to moment, w którym projekt przestaje być jedynie koncepcją, a zaczyna działać jako konkretne narzędzie kliniczne.
Dodatkowo, badanie okazało się też mieć nieoczekiwaną wartość naukową dla zrozumienia antygenów grup krwi. W trakcie analizy danych zespół zauważył zależność pomiędzy występowaniem określonego fenotypu a grupą krwi. W populacji dawców województwa lubelskiego odsetek osób nieposiadających antygenu HPA-1a w grupach A, B oraz O znacząco przekroczył 2% (w grupie A – 3,36%, B – 2,12%, O – 2,42%). Z kolei wśród dawców z grupą AB fenotyp HPA-1a ujemny stwierdzono u zaledwie 1,84% przebadanej populacji. Nie był to główny cel badania, ale właśnie tego typu obserwacje często stają się punktem wyjścia do kolejnych analiz. I znowu, żeby mogły zostać rozwinięte, muszą najpierw zostać pokazane i skonfrontowane z opinią środowiska.
W tym kontekście szczególnie istotne jest to, co wydarzyło się po prezentacji pracy na konferencji.
„Dla nas to wyróżnienie było bardzo pozytywnym sygnałem, że działania, które podejmujemy zmierzają do realnego zwiększania bezpieczeństwa przetoczeń” – opowiada badaczka.
Ten moment, często przecież niedoceniany, jest w praktyce jednym z najważniejszych etapów pracy badawczej. To chwila, w której dzięki uznaniu właśnie na przykład w postaci wyróżnienia, projekt wychodzi poza własny ośrodek i zaczyna funkcjonować w szerszym obiegu: jako inspiracja, punkt odniesienia albo impuls do dalszych działań. W tym przypadku ten impuls był bardzo konkretny. Po uzyskaniu wyróżnienia zespół zdecydował się bowiem pójść o krok dalej. Badania przesiewowych w kierunku antygenu HPA-1a zostały udostępnione dla kobiet w ciąży oraz planujących ciążę.
Wiedza o tym, czy kobieta należy do niewielkiej grupy osób nieposiadających antygenu HPA-1a, zapewnia wdrożenie specjalistycznej opieki w czasie ciąży. Badania przesiewowe dają szansę na wczesne wykrycie ryzyka konfliktu matczyno-płodowego, wdrożenie monitorowania immunizacji, a w razie potrzeby, włączenie skutecznego leczenia.
„Mamy już pierwsze pacjentki, które dzięki tym badaniom mogą być spokojniejsze” – podkreśla dr Fal-Cecuła.
Można jasno stwierdzić, że projekt przestał być analizą danych, a zaczął bezpośrednio przekładać się na bezpieczeństwo pacjentów.
Historia tej pracy dobrze pokazuje coś, co łatwo przeoczyć, szczególnie na początku drogi naukowej. Złożony abstrakt nie jest jedynie streszczeniem wyników ani formalnym wymogiem udziału w konferencji. Jest pierwszym krokiem w procesie, który pozwala nadać własnym badaniom szerszy kontekst, skonfrontować je z doświadczeniem innych ośrodków i, co najważniejsze, uruchomić dalsze działania. Nie każdy projekt zaczyna się od przełomowej hipotezy; znacznie częściej jego punktem wyjścia jest dobrze postawione pytanie i potrzeba rozwiązania konkretnego problemu. Dopiero jednak moment prezentacji sprawia, że zaczyna on realnie funkcjonować w środowisku naukowym. Dlatego, niezależnie od tego, czy pracujesz nad analizą kliniczną, projektem laboratoryjnym czy rozwiązaniem organizacyjnym, warto spróbować, bo jak pokazuje przykład zespołu z RCKiK w Lublinie, droga od lokalnej inicjatywy do realnej zmiany w praktyce medycznej może zacząć się od jednego, dobrze napisanego abstraktu.