20.09.2013 / aa/hematoonkologia.pl / Aktualności

Z pasją i werwą leczyć i kierować

Rozmowa z prof. Piotrem Rzepeckim kierownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych i Hematologii Wojskowego Instytutu Medycznego Centralnego Szpitala MON w Warszawie

Podobno komórki chłoniaka Burkitta oglądane pod mikroskopem tak Pana zafascynowały, że postanowił Pan zostać hematologiem?

Należałem wtedy do internistycznego koła naukowego, którego szefem był dr Jacek Imiela. Nie ukrywam, że kiedy zobaczyłem pod mikroskopem gwieździste niebo – bo właśnie z tym skojarzył mi się obraz  spreparowanych komórek chłoniaka Burkitta – zacząłem na poważnie myśleć o hematologii. W tamtych czasach musiałem być oryginalny, bo kiedy przyszedłem z tym do prof. Kazimierza Sułka (był szefem kliniki hematologii CSK WAM obecnie WIM) z wrażenia i radości o mało nie spadł z krzesła. Hematologia nie była wtedy specjalnością na którą rzucali się młodzi lekarze.

Najwyraźniej był to trafny wybór bo dzisiaj to Pan zastąpił prof. Sułka i kieruje Kliniką, energicznie wprowadzając zmiany w funkcjonowaniu placówki.

W szpitalu przy ul. Szaserów pracuję od 1991 roku czyli od początku mojej kariery zawodowej i tak naprawdę nie wyobrażam sobie pracy gdzie indziej. Kiedy ponad 10 lat temu został tu utworzony Ośrodek Przeszczepiania Szpiku dyrektor WIM prof. Sułek powierzył mi funkcję kierowania nim. Bardzo to sobie ceniłem.

Od marca ubiegłego roku kieruje kliniką, która składa się  teraz z połączonej kliniki chorób wewnętrznych i  kliniki hematologii z ośrodkiem przeszczepowym.

Mam wrażenie, że to połączenie to… powrót do przeszłości?

Ma pani na myśli, to że do niedawna właśnie placówki hematologiczne wyłączano z interny? Trochę to tak wygląda ale taką właśnie podjąłem decyzję (na którą zgodziła się dyrekcja i moi współpracownicy) ponieważ, co u tu kryć, współczesne leczenie hematologiczne w ogromnej mierze bazuje na wiedzy z zakresu chorób wewnętrznych. Połączenie póki co zdaje egzamin.

To nie jedyne zmiany jakie Pan wprowadza?

Skupiamy się teraz na pracach adaptacyjnych. Moim marzeniem jest takie „przemeblowanie” Kliniki aby maksymalnie poprawić warunki leczenia chorych. Chciałbym aby wyodrębniono jak najwięcej sal 1-osobowych. Chorzy hematologicznie mają zaburzenia układu odpornościowego i bardzo się między sobą tym różnią nawet w obszarze tej samej jednostki chorobowej. Nie muszę chyba tłumaczyć, że powinni w związku z tym przebywać w osobnych salach a nawet w izolatkach.

Teraz większość sal w naszej 30-łóżkowej klinice, to sale 4-osobowe bez osobnych węzłów sanitarnych. Mamy tylko dwa łóżka dziennego pobytu. Naprawdę trzeba to jak najszybciej zmienić.

A co się zmieni w ośrodku przeszczepowym?

Przede wszystkim zwiększy się ilość łóżek transplantacyjnych. Może nie rewolucyjnie ale z obecnych  dwóch do sześciu. Jest szansa, że w nowej odsłonie zaczniemy działać w przyszłym roku. Zawdzięczamy to olbrzymiej pomocy dyrekcji szpitala, dotacjom z Ministerstwa Zdrowia i z Ministerstwa Obrony Narodowej.

Te łóżka są bardzo potrzebne bo – chyba jako jedyni w Polsce – podejmujecie się transplantacji w guzach litych?

Nie ukrywam, że wykonujemy tego typu zabiegi chociaż od razu pragnę zaznaczyć, że nie wiem czy jako jedyni w kraju. Może częściej niż inni.  Z drugiej strony zdecydowanie mniej jest teraz takich pacjentów, nie wiem dlaczego. Może po prostu są nowe leki, które pozwalają zrezygnować w przypadku tych nowotworów z transplantacji? Jeszcze nie tak dawno właśnie te zabiegi u pacjentów z nowotworami narządowymi stanowiły blisko połowę wszystkich wykonywanych u nas przeszczepów, obecnie to rzadkość. 

A inni pacjenci?

Pod tym względem nie różnimy się znacząco od pozostałych ośrodków w Polsce. Leczymy statystycznie takich samych chorych jak wszędzie. Wiem, że pacjenci trochę nas profilują jako specjalistów „od szpiczaka” ale nie wynika to z zamierzonych przez naszych ukierunkowań. Po prostu mamy dużo takich chorych. Rocznie hospitalizujemy ponad tysiąc pacjentów.  Leki, procedury postępowania itd. są takie jak wszędzie. I mimo, że ubolewam nad dostępnością do nowoczesnych terapii, które powinny być stosowane jak najwcześniej (na świecie to standard) , i tak wszystko rozbija się o mur NFZ. Jak zwykle  bardziej decydują pieniądze a nie stan pacjenta.

Co Pan w takim razie sądzi o chorych, którzy szukając ratunku wyjeżdżają leczyć się zagranicę?

Uważam, że chory ma prawo wyboru leczenia i nie można mieć mu za złe, że chce ratować zdrowie i życie. Jeśli są fundacje czy stowarzyszenia pomagające tym ludziom szukać pomocy poza Polską , to nie widzę w tym nic złego.

Inną sprawą jest wczesne wykrywanie nowotworów – tu wciąż są duże niedociągnięcia. Zawodzą lekarze pierwszego kontaktu, którzy źle rozpoznają objawy i chorych z np. szpiczakiem  leczą na korzonki, wysyłają na rehabilitację  itd.

Dobry szef, świetnie zorganizowana klinika to nie wszystko?

Zdecydowanie! Najważniejszy jest dobry zespół fachowców, lekarzy z pasją i energią. Mam nadzieję, że właśnie taki tworzymy.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Z pasją i werwą leczyć i kierować
kodowanie: projekt: