13.05.2019 / rynekzdrowia.pl / Informacje dla chorych - aktualności

Psychoterapeutka: pogodzenie się ze stratą daje nam wiele nowych możliwości

Gdy ktoś umiera, to jest to strata niepowetowana. Tak samo bezpowrotnie tracimy czas, który jest czasem przeszłym i różne atrybuty z tym związane: swoje dzieciństwo, sprawność w przypadku osób starszych, przemijającą z wiekiem urodę. Są zatem rzeczy, które wymagają pogodzenia się z tym, że drugi raz w tym życiu nie będą nam dane - mówi psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk*.


Ewa Chalimoniuk, psychoterapeutka FOT. Piotr Werewka


Rynek Zdrowia: - Na rynku wydawniczym ukazała się książka „Czując. Rozmowy o emocjach” Agnieszki Jucewicz**. Są to rozmowy w psychoterapeutami o różnych uczuciach i emocjach. Jednym z nich jest poczucie straty. Jak można je zdefiniować?

Ewa Chalimoniuk: - Przez swoje doświadczenie, wynikające też z pracy z innymi ludźmi, mogę powiedzieć, że poczucie straty jest pojemnością na różne uczucia, a związane jest z tym, że rozstajemy się z czymś, co było dla nas ważne, wartościowe. Temu poczuciu straty najczęściej towarzyszy żal, gniew, złość, poczucie winy wobec siebie lub kogoś związanego z tym, że tę osobę czy rzecz lub sprawę utraciliśmy, a także uczucie pustki, że nam tego brakuje oraz uczucie tęsknoty, że już tego nie ma.

Nieodzownym elementem uczucia straty jest przyjęcie, zgoda na to, że coś utraciłam. Aktem dojrzałości jest zmierzenie się z przykrą dla nas rzeczywistością, że kogoś czy czegoś, z kim lub z czym byliśmy związani, już nie ma. Może się zdarzyć losowo, że odzyskamy skradzione dzieło lub odnajdziemy zagubiony przedmiot. To są rzeczy materialne, które możemy utracić, przeżywać różne stany związane z tą utratą, a potem je odzyskać. Czasami chodzi o współmałżonka. Tracimy go, rozwodzimy się, a potem po latach następuje ponowne spotkanie i połączenie.

Oczywiście, gdy ktoś umiera, to jest to strata nieodwracalna i niepowetowana. Tak samo bezpowrotnie tracimy czas, który jest czasem przeszłym i różne atrybuty z tym związane: swoje dzieciństwo, które się już nigdy nie wróci, sprawność w przypadku osób starszych, przemijającą z wiekiem urodę. Są zatem rzeczy, które wymagają pogodzenia się z tym, że drugi raz w tym życiu nie będą nam dane.

- Definicja mówi, że poczucie straty to emocja o nieprzyjemnym zabarwieniu. Jak to się ma do rozwoju, kojarzonego jako proces pozytywny?

- Zgadzam się, że to jest doświadczanie nieprzyjemnych, bolesnych uczuć, ale jak już się przeżyje i zaakceptuje tę stratę, to nas może posuwać do przodu. Bo nad pewnymi rzeczami zostaje już postawiona kropka i możemy iść dalej. Zaakceptowanie i pogodzenie się ze stratą jest aktem konstruktywnym.

Podam taki przykład: dziecko na początku nie zna innego świata niż matka i jej pierś, ale żeby się rozwijać, to musi się z tą piersią pożegnać. Dzieci płaczą, krzyczą i okres tego odstawienia bywa bolesny dla matek i dzieci, ale jak ten proces się przeżyje, to dziecko uczy się jeść łyżką, matka ma więcej czasu. Coś się traci, coś się zyskuje. Nowe umiejętności, dojrzałość, słowem rozwój.

Jak tracimy pewne iluzje i fantazje, to zaczynamy realnie patrzeć na życie i godzimy się na to, co jest. Wtedy możemy odczuwać spokój i się rozwijać. Pogodzenie się ze stratą bliskich, którzy zmarli lub innymi stratami nie oznacza, że nie tęsknimy, nie pamiętamy i nie odczuwamy braku, ale akceptujemy życie, jakie mamy po stracie.

- Co z ludźmi, którzy nie chcą tracić tych iluzji i nie robią innych rzeczy, które mogłyby im zapewnić rozwój. Nie robią nic. 

- To się czasami zdarza. Czekanie, że odzyska się coś, co zostało utracone, jest iluzją, stratą czasu, autodestrukcją. Opłakiwanie w nieskończoność zgubionej książki, współmałżonka, który od nas odszedł, niepogodzenie się z tą stratą jest trwaniem w destrukcyjnej dla nas iluzji albo niekończącej się nadziei, że coś się odstanie, co się już stało. To nie jest dla nas dobre, bo zatrzymuje, jest impasem w życiu, nie pozwala iść dalej, sięgać po nowe rzeczy, nowe osoby, nowe miłości, nowe doświadczenia życiowe. Sama strata jest przykra, nieprzyjemna, ale pogodzenie się z nią daje nam wiele nowych możliwości.

- Czy w przypadku osób, które się rozeszły, pogodziły się ze stratą, a potem zeszły się ponownie, jest w coś nowego? 

- Powtarzam, że póki żyjemy, możliwe jest ponowne nawiązanie więzi z danymi osobami, nawet jak już raz je utraciliśmy. Bywa, że rozstajemy się z kimś, opłakujemy go, mamy zgodę na koniec tej relacji, miłości, związku, a zdarza się po latach, że nastąpi spotkanie i ponowne zejście się razem. Wtedy mamy już do czynienia z nową relacją. To już nie jest tym samym, co utraciliśmy. Wymaga od nowa budowania związku wcześniej przerwanego i dla nas zakończonego.

Podobnie może być, gdy przeżywamy stratę po jakiejś zawiedzionej nadziei, uczuciach, nawet do naszych rodziców. Możemy zerwać z nimi więzi. Taką samą decyzję mogą też podjąć rodzice wobec dziecka, wyrzekając się go. Ale dopóki obie strony żyją, to może się zdarzyć proces naprawczy - spotykają się, przepraszają, jedna strona zadośćuczyni drugiej i mogą reperować tę więź. Nie jest to możliwe jedynie w przypadku śmierci, która jest stratą ostateczną.

Choć oczywiście wchodzenie kolejny raz z tą samą osobą w relację nie musi oznaczać, że tym razem jesteśmy dojrzali i wiemy czego chcemy. Można ponownie nałożyć różowe okulary. Moim pacjentem kiedyś był czterokrotnie żonaty pan, który powiedział, że gdyby wiedział, że za każdym razem wybierze na żonę taką samą kobietę, jak ta pierwsza, to nie było sensu się z tą pierwszą rozwodzić. Doszedł do wniosku, że to on robi coś takiego, że w żadnym związku nie jest szczęśliwy i nie potrafi go tworzyć i pielęgnować.

- Czy pojęcie utraty oznacza posiadanie czegoś i stratę, ale też coś, czego nigdy nie mieliśmy, nie dostaliśmy? 

- Czasem musimy się z utratą pożegnać, przeżyć ją, nigdy nie doświadczając czegoś, co innym jest dane. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, jest taka: rodzę się jako osoba niewidoma. Trzeba zgodzić z tym, że ja będę osobą niewidomą, a inni ludzie widzą. Inna utrata jest taka, że oczekujemy narodzin zdrowego dziecka, ale trzeba pożegnać się z wizją i nadzieją zdrowego dziecka, kiedy dowiemy się, że urodzi się ono chore, kalekie, upośledzone.

Przed rodzicami stoi wtedy wyzwanie, żeby pożegnać się z nadzieją posiadania zdrowego dziecka i podjęcia się rodzicielstwa nad tym dzieckiem, które jest. To są trudne decyzje i wymagają przeżycia tych wszystkich uczuć: żalu, pretensji i złości do losu, Boga, medycyny, genów, lekarzy czy samych siebie, smutku, rozpaczy, ale też być może w końcu akceptacji, zgody i pogodzenia się z sytuacją. Dopiero wtedy, gdy to przyjmiemy i zaakceptujemy, mamy szansę tak naprawdę pokochać to dziecko, które jest takie, jakie jest i zaakceptować siebie jako rodzica takiego dziecka, które mamy, a nie takiego, jakie sobie wymarzyliśmy.

- A co z osobami, które nie dostały nigdy od rodziców tego, co powinni? Kiedy są już dorośli, a nadal oczekują, że dostaną coś, czego nie dostali, gdy mieli kilka lat? I gdy nie dostają tego w wieku dorosłym, reagują jak dzieci, nie radzą sobie z tą sytuacją, włącznie z wpadaniem w różne nałogi? 

- Życiowe doświadczenia osób w dzieciństwie źle traktowanych, niezaopiekowanych pokazuje, że jesteśmy w stanie to przeżyć adaptując się do tych warunków. Ale to, co służyło nam kiedyś, by poradzić sobie w traumatycznych relacjach, teraz już jest często nieadaptacyjne i utrudnia nam budowanie zdrowych relacji i życie. Ale kiedy jesteśmy świadomi, że musieliśmy różne rzeczy utracić, poświęcić, albo sami zmagać się z tym, co inni dostali od swoich rodziców, to można wciąż tupać nogami i walić pięścią w stół i mówić, że chcę mieć takiego rodzica, jakiego powinnam mieć, a ten rodzic dalej nie jest taki.

To jest płonna nadzieja, że ojciec alkoholik lub agresywny czy zaniedbująca i egocentryczna matka, która nas nie widziała, teraz nas zobaczą i uszanują. Dopiero przeżycie straty dobrego rodzica, takiego, jakiego sobie wyobrażamy, że powinniśmy mieć i dopuszczenie różnych uczuć wobec rodziców, których realnie mieliśmy, pozwala nam rozpocząć pracę z tym, co już teraz wiem, czy mogę być sam dla siebie lepszym rodzicem od tego, którego miałam. Drugi raz lepszego rodzica nie będę mieć. Bo jak nie miałam go w wieku pięciu czy nawet dziesięciu lat, to teraz mogę jedynie nauczyć się sama sobie dawać te emocje, uczucia, troskę i opiekę, której nie dostałam.

Do tego, by zrekompensować w sobie ten deficyt i traumę relacyjną, jest najczęściej potrzebna trzecia osoba. W terapii mówi się w takiej sytuacji o doświadczeniu korekcyjnym. Na swojej drodze trzeba spotkać człowieka - to może być partner, przyjaciel lub terapeuta, z relacji z którym poczujemy, że traktuje nas z uważnością, szacunkiem i z troską. Dzięki temu możemy uwewnętrznić takie uczucia, których nie dostaliśmy kiedyś od rodziców i zacząć być dla siebie, widzieć siebie, być uważnym. Ale to jest proces.

Zatem najpierw trzeba uznać stratę, żeby później móc wykonać pracę, której nie wykonali rodzice biologiczni. Nie powinniśmy oczekiwać, że bliskie osoby np. żona, dzieci i spełnią nasze potrzeby, które były niezrealizowane. To nierealistyczne oczekiwanie, obciążające bliskich ludzi. W dorosłym życiu sami musimy brać odpowiedzialność za siebie, bezwarunkowa miłość jest nierealistyczna, odczytywanie naszych potrzeb i emocji również.


* Ewa Chalimoniuk, certyfikowany psychoterapeuta Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii, członek zespołu Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Posiada duże doświadczenie m.in. w pracy z osobami po stracie oraz pomocy osobom w kryzysie.

** „Czując. Rozmowy o emocjach” - wywiady z psychologami i psychoterapeutami Bogdanem de Barbaro, Bartłomiejem Dobroczyńskim, Danutą Golec, Ewą Chalimoniuk, Zofią Milską-Wrzosińską, Anną Król-Kuczkowską, Paulem Bloomem, Cezarym Żechowskim oraz seksuologiem Andrzejem Depko. Wydawnictwo Agora 2019.

ikona Info Materiał pochodzi ze strony ikona Link zewnętrzny rynekzdrowia.pl


Psychoterapeutka: pogodzenie się ze stratą daje nam wiele nowych możliwości
kodowanie: projekt: