10.11.2017 / Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia / Aktualności

Jak skutecznie przekonać pacjenta, by stosował się do zaleceń?

Kiedy pacjent słyszy od lekarza, że jak czegoś nie zrobi, to wpędzi się w kłopoty - prędzej zmieni lekarza niż weźmie sobie takie rady do serca. Kluczem do stosowania się do zaleceń terapeutycznych jest właściwy podział odpowiedzialności za efekt leczenia między lekarzem i pacjentem - przekonują eksperci.


- Ze względu na poprawność coraz częściej rezygnuje się z określenia compliance, czyli nieprzestrzegania zaleceń rozumiane jako pejoratywna cecha określająca pacjenta, który do tych zaleceń się nie stosuje, mimo że zostały mu one przekazane w oparciu o cały autorytet medycyny. Zamienia się to na takie pojęcia jak adherence czy persistence - wyjaśnia prof. Piotr Zaborowski z Uczelni Łazarskiego.

Dodaje: - W pierwszym przypadku chwalimy pacjenta za przestrzeganie zaleceń, w drugim, chwalimy go jeszcze bardziej za wytrwałość przy ich przestrzeganiu. To zmierza w kierunku pewnego ideału, jeśli chodzi o przestrzeganie farmakoterapii, czyli concordance - współodpowiedzialności za to, jak wygląda proces leczenia.

Właśnie ta współodpowiedzialność jest kluczem do sukcesu. - Efekt terapeutyczny w dużej mierze zależy od zdolności podzielenia się odpowiedzialnością za ten efekt. Będąc lekarzem nie należy brać zbyt dużo odpowiedzialności na siebie, zwłaszcza w terapii chorób przewlekłych - podkreślał Zbigniew Kowalski, dyrektor programowy i pomysłodawca portalu komunikacjazpacjentem.pl.

- Od lat powtarzam, żebyśmy zapomnieli o compliance i skoncentrowali na concordance. Zwłaszcza w chorobach przewlekłych. Lekarz ma niewielkie pole do działania, żeby wpływać na pacjenta. Jeśli się niewłaściwie podzielimy odpowiedzialnością za efekt leczenia, to nic z tego nie będzie - dodaje ekspert.

Tematyka kwestii nowoczesnych metod motywowania pacjentów do zaleceń terapeutycznych, była jednym z tematów II Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej "Komunikacja w medycynie" (Warszawa, 27-28 października br.).

Motywacja = cel + SPR
Motywacja jako pojęcie jest bardzo często mylona z „napędem” do działania i postrzegana błędnie w kategorii "chciejstwa".

- Używając nieodpowiedniego języka pozbawiamy się sprawstwa i wpływu, a bez poczucia wpływu, autentycznego udziału i poczucia pełnej odpowiedzialności, pacjent nie będzie zmotywowany do przestrzegania zaleceń terapeutycznych- mówił podczas wykładu Zbigniew Kowalski.

Psychologia podpowiada, że motywacja to jest stan gotowości. To zaś jest wskazówka dla lekarza: co znaczy, że pacjent jest gotowy?

- Oznacza to tyle, że pacjent rozumie, wie i umie. Nie tylko ma chęć, ale został nauczony. W naukach społecznych promuje się nawet wzór na motywację, zgodnie z którym motywacja równa się (atrakcyjny) cel razy SPR - subiektywne prawdopodobieństwo realizacji, czyli wiara, że ten cel jest do osiągnięcia - przedstawia ekspert.

Jak przekonuje Zbigniew Kowalski, de facto motywacją dla pacjenta nie jest wyzdrowienie, bo najczęściej pacjenci nie rozumieją, czym jest ich choroba. Biorąc pierwszy przykład z brzegu: można spytać kardiologów lub onkologów, czy ich pacjenci nie słyszeli, że palenie jest szkodliwe? Idąc tym tropem, każdy kto to wie, powinien rzucić palenie. A tak się nie dzieje.

Napęd do działania
Wiadomo, że z punktu widzenia nauk społecznych motywacja to ewolucja. Pierwotnie, to co wystarczało do zmotywowania drugiego człowieka, to pokazanie mu, że dane działanie jest niezbędne, by przetrwał. Dzisiaj to nie wystarcza, co nie zmienia faktu, że czasem lekarz mówi do pacjenta” albo pan to zrobi, albo pan umrze" - przypomina Zbigniew Kowalski.

Kiedy ludzie nauczyli się robić zapasy, powstała tzw. motywacja 2.0, działająca na zasadzie: jak więcej ich zrobisz, więcej zdobędziesz. A jak ich nie zrobisz, będzie kara. To klasyczna zasada kija i marchewki.

- Do współczesności przystaje motywacja 3.0. Tu ważne jest, jak działa nasz układ nagrody. Kiedy ktoś obieca nagrodę za zrobienie czegoś, pojawia się dopamina. To przyjemne uczucie, które daje napęd do działania. Tak jest kiedy np. walczę o premię, a tą premią jest szybsze wyzdrowienie. Kiedy lekarz przepisuje leki, może powiedzieć, że stosowanie się do zaleceń spowoduje, że pacjent będzie jak nowo narodzony - opisuje Zbigniew Kowalski.

W przypadku efektu ubocznego - ten mechanizm wyłącza zdolność myślenia, brania odpowiedzialności za to, co robimy i podejmowania decyzji. Ma też działanie krótkoterminowe, bo się wysyca. Sprawdza się w przypadku prostych zaleceń, które nie wymagają myślenia.

Najlepsze są rozwiązania własne
- Są trzy rzeczy, które mają wpływ na motywację. Po pierwsze, jakie rozwiązania uważamy za najlepsze? Odpowiedź: nasze własne. Po drugie, każdy ma dobre samopoczucie i lubi moment, w którym wie, że jest dobry w tym, co robi, że ma osiągnięcia. Po trzecie, świadomość i atrakcyjność celu - wylicza specjalista.

W tym pierwszym przypadku jest to okazja dla lekarzy, by zmienić język, którym się posługują na co dzień.

- Jeśli pacjent "dobrze się sprawuje", trzeba mu powiedzieć, że dobrze to robi, ale nie posługiwać się określenie, że "udało mu się". Kiedy mówię, że coś się udało, to tak, jakby to było zależne od okoliczności, a nie ode mnie. Jak się mówi pacjentowi, że może mu się uda, to daje mu przyzwolenie, by nie mierzył się z zadaniami, ale poczekał, aż okoliczności zmienią się na bardziej sprzyjające - analizuje Kowalski.

Jak przypomina, to jest czasem uwarunkowane kulturowo. Na świecie ludzie spóźniają się na pociąg, w Polsce mówi się, że "pociąg mi uciekł". Tak jakby nawet to nie zależało ode mnie. Jednym z najprostszych i dostępnych dla lekarzy sposobów motywowania pacjenta jest delikatna zmiana języka na taki styl, w którym czuć sprawstwo i odpowiedzialność.

- Pacjent zaangażowany w proces terapeutyczny - w takim kierunku powinniśmy pójść. Ale u nas to bardzo słabo wygląda. Podobnie jak odpowiedź na pytanie "czy uważasz pacjencie, że w czasie wizyty możesz zadać lekarzowi pytanie"? Jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie, jeśli uwzględnimy takie kwestie - mówi ekspert.

Hiperbola odroczonej wartości
to pojęcie psychologiczne. Jak działa? - Przykładowo kobieta widzi torebkę, o której marzy. Mówi partnerowi, że chciałaby ją mieć. Na to partner odpowiada, że torebka jest droga, ale jak kobieta będzie odkładać miesięcznie po określoną kwotę przez następne lata, to w końcu ją sobie kiedyś kupi. Otóż nie. Ta torebka jest ładna pod jednym warunkiem, że można ją mieć teraz - podkreśla specjalista.

Takimi kategorii myślą też pacjenci, jeśli chodzi o przestrzeganie zaleceń. - Warto pomyśleć, by cele wyznaczać nie na moment, który się wydarzy za 30 lat leczenia, tylko na czas do następnej wizyty lekarskiej. Ten cel musi być widoczny i być w perspektywie, która jest do zrobienia - zwraca uwagę Zbigniew Kowalski.

Ekspert podaje przykład fotoradarów. Większość kierowców zwalnia, jak nagrywa go fotoradar, a jak tylko znajdzie się poza jego zasięgiem, przyspiesza.

- Dokładnie tak samo robią pacjenci. Kiedy słyszą od lekarza, że jak czegoś nie zrobią, to się wpędzą w kłopoty, są wystraszeni. Strach jest bodźcem do działania tu i teraz. Jedną z podstawowych potrzeb ludzkich jest uwolnienie się spod presji i znajdujemy nawet nieznane dla nas samych metody, by się spod tej presji uwolnić - wyjaśnia ekspert od komunikacji z pacjentem.

Zatem jeśli lekarz mówi: "jak pan nie rzuci palenia, to umrze", to wywiera presję w dobrej wierze licząc, że pacjent się spod niej uwolni, rzucając palenie.

- Nic bardziej mylnego. Pacjent zazwyczaj znajduje prostsze sposoby ujścia tej presji - zmienia lekarza - konkluduje specjalista.

W tekście wykorzystano fragmenty wykładu Zbigniewa Kowalskiego, dyrektora programowego i pomysłodawcy portalu komunikacjazpacjentem.pl, podczas II Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej "Komunikacja w medycynie" (Warszawa, 27-28 października br.).

ikona Info Materiał pochodzi z portalu ikona Link zewnętrzny www.rynekzdrowia.pl


 

Jak skutecznie przekonać pacjenta, by stosował się do zaleceń?
kodowanie: projekt: