2.08.2017 / Ewa Biernacka / hematoonkologia.pl / Życie z chorobą - wywiady z ekspertem

Dieta – kluczowy element przetrwania terapii przeciwnowotworowej. Fakty i mity – co jeść koniecznie, a czego unikać

Rzadko się na szczęście zdarza, by medycyna konwencjonalna była bezradna, a lekarze nie wiedzieli, jak pomóc choremu. Rozumiem to – mówi dr n. wet. Sybilla Berwid-Wójtowicz – absolwentka studiów podyplomowych w Instytucie Żywności i Żywienia oraz Żywienia Klinicznego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pacjentka onkologiczna, która prowadzi na łamach „Głosu Pacjenta Onkologicznego” dział Onko-ABC poświęcony żywieniu i stylowi życia w chorobach nowotworowych.


– Sama miałam nietypowego chłoniaka, jednocześnie ziarniczego i nieziarniczego, i właśnie dlatego już w pierwszym rzucie leczenia dostałam dwa rodzaje chemii, przeszczep szpiku i radioterapię. Dotąd dziękuję histopatologowi za rzetelne badanie i wykazanie cech jednego i drugiego typu chłoniaka, opisanych dopiero w drugim badaniu nowego wycinka. Odwlekło to nieco rozpoczęcie terapii, ale postawienie prawidłowej diagnozy było kluczowe, ponieważ wniosło bardzo wiele do leczenia: pozwoliło ocenić, na co mój guz reaguje, a na co nie. Dzięki temu lekarz prowadzący dobrał mi leczenie nietypowe, ale skuteczne. Jestem czwarty rok w remisji, po piątym będziemy pić szampana. Choć to oczywiście nie jest pewne – znam osobę z chorobą hematoonkologiczną z trzecim nawrotem tej samej choroby, z których pierwszy nastąpił po sześciu latach remisji.

Co pocieszające, kiedyś w ogóle by już nas nie było. Trzeba dziękować za każdy dzień, który mamy, skupić się na jego przeżyciu. Jeżeli dla kogoś najważniejsze w życiu jest cieszyć się tym, co go otacza w zaciszu domowym, to niech tak właśnie spędza swój czas. Ktoś inny z inną filozofią życiową, niech „żyje teraz” – jak to mówił ksiądz Kaczkowski – intensywnie w wielu obszarach. Moja doba przed chorobą miała 48 godzin, dziś ma 72 godziny – mówi dr Sybilla n. wet. Berwid-Wójtowicz.

W swoich tekstach na temat żywienia w chorobie onkologicznej jako świadoma pacjentka tłumaczy przystępnie pacjentom skomplikowane zagadnienia naukowe. Podaje twarde dane, ale też przybliża to, co dzieje się w organizmie podczas terapii onkologicznej (np. porównuje kosmki jelitowe w trakcie radioterapii do lasu na stoku góry, a po niej, na etapie problemów gastroenterologicznych, do lasu po przejściu halnego, gdzie drzewa zmiotło, zwaliło pokotem). Przekazuje też własne obserwacje odnośnie do stylu życia, dzieli się doświadczeniem na temat tego, co jej pomogło przejść przez terapię. To umiejętność, bezcenna w trudnych sytuacjach życiowych, spojrzenia na siebie z boku. – Najbardziej zadziwiało moich lekarzy – opowiada – kiedy rozmawiałam o swoich problemach tak, jakbyśmy nie rozmawiali o mnie. Potrafiłam się całkowicie odciąć emocjonalnie od sytuacji i skupić na tym, co najważniejsze. Na nieużalaniu się nad sobą, na robieniu wszystkiego, co efektywnie prowadzi do celu. Zachowanie zimnej krwi pomaga nawet w bardzo trudnych sytuacjach. Ale też nie należy chojrakować. Kiedy ma się problem i nie daje się rady samemu czegoś zrobić, trzeba poprosić o pomoc – zachęca dr n.wet. Sybilla Berwid-Wójtowicz.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Czego osoby zdrowe, w ramach profilaktyki nowotworowej, nie powinny jeść?

Dr n. wet. Sybilla Berwid-Wójtowicz: Aktualnie wszystkie badania i obserwacje jednoznacznie wskazują oskarżycielskim palcem czerwone mięso i mięso przetworzone. Powinniśmy je traktować nawet bardziej restrykcyjnie niż słodycze. Te produkty, jedzone w nadmiarze, powodują powstawanie w organizmie związków kancerogennych, które odpowiadają np. za rozrost nowotworów jelita grubego. Jednocześnie – życie to nie apteka – i jemy dużo rzeczy niezdrowych. Odmawianie ich sobie powoduje tym większą pokusę i kończy się napadami obżarstwa, co jest szkodliwsze, niż jedzenie zakazanych produktów w umiarkowanych ilościach, od czasu do czasu. Ale co do zasady - codziennie powinniśmy jeść 300-500 g warzyw (najlepiej po szklance z każdego koloru). Owoców zaś nie więcej niż 1,5 szklanki – z powodu naturalnej zawartości cukru. To samo dotyczy miodu – jego spożycie także należy ograniczać. Obserwacje 12-letnie 0,5 mln Europejczyków (badanie EPIC) nad epidemiologią chorób nowotworowych pokazała, że najlepszym rozwiązaniem dietetycznym jest umiarkowane spożycie mięsa - przy odpowiednim spożyciu warzyw - nie zaś jego spożycie nadmierne czy też całkowita z niego rezygnacja. Ideałem powinna być dieta, w której połowę talerza stanowią warzywa: np. pół talerza zblanszowanych lub w postaci surówki warzyw jako podstawa posiłków.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Jakie produkty w trakcie terapii są niewskazane, a jakie rekomendowane i dlaczego?

Dr n.wet. S.B.-W.: Leczenie chorych na nowotwory układu krwiotwórczego bywa wieloetapowe i intensywne. Dietę powinno się dostosowywać do stanu odżywienia i ogólnego stanu klinicznego pacjenta. Jego potrzeby żywieniowe mogą ulec istotnemu zwiększeniu, np. pod wpływem wzrastającego zapotrzebowania w trakcie choroby onkologicznej, nawet trzykrotnie.

Tym, co utrudnia jedzenie, a co pojawia się przy średnio- i wysokodawkowych chemioterapiach u 75-90% pacjentów, jest zapalenie błon śluzowych jamy ustnej. Od dwóch do trzech dni po chemii, zależnie od indywidualnej wrażliwości i od stanu flory jamy ustnej (bakterii, które należy skutecznie eliminować), w jamie ustnej, w gardle i na początku przełyku mamy „jedną wielką ranę”. Nasilenie tego jest różne, zależnie od stanu pacjenta i indywidualnych predyspozycji. Co może pomóc? Między innymi ssanie lodu. Oczywiście musi on być jałowy. Gdy jednocześnie mamy problemy z pobieraniem pokarmu, możemy skoncentrowane napoje dla pacjentów mrozić i robić z nich kostki lodowe (zachowując odpowiednią aseptykę przygotowania czystego mikrobiologicznie lodu). Ssiemy je i jednocześnie uzupełniamy potrzeby energetyczne.

Bardzo często w tym okresie nie jesteśmy w stanie w ogóle jeść. Z jednej strony źle się czujemy, z drugiej głód potęguje uczucie mdłości. Nie wolno dopuszczać do dłuższych okresów mdłości, bo jeśli pojawi się odruch wymiotny, to powstanie problem – wymioty zaognią istniejący stan zapalny. Wtórnie u większości pacjentów pojawiają się afty, zmiany grzybicze, z którymi trzeba walczyć. I to nie naparem z szałwii – miło popatrzeć, jak ładnie wygląda w ogródku – ale nam są potrzebne leki zapisane przez lekarza. To ważne, bo bez zapobiegania mdłościom i bez tych leków po leczeniu mamy zniszczone zęby, dziąsła, a w jamie ustnej rany. W tym okresie nie można pod żadnym pozorem jeść surowizny, niczego twardego (ziarenek, orzechów, otrąb), co wymaga dokładnego gryzienia, pić soków przecierowych owocowo-warzywnych (są kwaśne i mają aktywne bakterie), by nie rozognić stanu jamy ustnej. Nie można też pacjenta zmuszać do jedzenia czegoś zawierającego ziarno – produktów pełnoziarnistych czy z otrębami – to także podrażni śluzówkę, pogorszy jej stan. Spotkałam się z domorosłymi dietetyczkami, które pacjentom w trakcie brania chemii zapisywały dietę wysokobłonnikową, chcąc zlikwidować problem zaparć spowodowanych chemią. Nie u każdego jest to słuszne postępowanie!

U chorych na szpiczaka, chłoniaka Hodgkina, na chłoniaki nieziarnicze oraz inne nowotwory układu krwiotwórczego obserwuje się występowanie hiperkalcemii wywołanej chorobą. Komórki nowotworu zaburzają kontrolę organizmu i doprowadzają do wydzielania niektórych białek o działaniu regulacyjnym, powodując mobilizację wapnia z kości i zaburzenie jego gospodarki. Zrównoważyć te zaburzenia może skuteczne nawadnianie, bisfosfoniany, odstawienie suplementów wapnia i fosforu, zależnie od decyzji lekarza.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Co jeść w czasie chemioterapii?

Dr n.wet. S.B.-W.: Najważniejsza rzecz – jeść regularnie. Dlatego lekarz mówi – proszę jeść to, na co pani ma ochotę. To nie znaczy, że nas lekceważy czy nie ma czasu z nami rozmawiać. On po prostu zaleca regularne posiłki. Jeżeli nie mamy odpowiedniej wiedzy i mamy dylemat, co powinniśmy jeść, powinniśmy udać się do osoby, która ma wykształcenie wyższe z żywienia klinicznego i jako dietetyk kliniczny ma o tym pojęcie. Takich gabinetów powstaje coraz więcej. I dobrze, bo przeciętny dietetyk nie będzie wiedział/umiał, albo może sformułować nieprawidłowe zalecenia.

W zasadzie każdy pacjent ma indywidualny tok leczenia, a zalecenia dietetyczne są dostosowane do stanu jego odżywienia i terapii. Wiadomo, że chory otrzymujący odpowiednią ilość energii oraz składników odżywczych w pokarmie, efektywniej się leczy i łatwiej regeneruje, co skraca czas terapii i poprawia rokowanie. Dlatego szczegółowe zalecenia i kontrola spożycia pokarmu to jedne z kluczowych elementów leczenia. Ponieważ statystycznie ponad 3/4 pacjentów onkologicznych jest niedożywionych, gdy jest to konieczne, lekarz powinien jak najszybciej interweniować i zdecydować o wdrożeniu leczenia żywieniowego drogą dojelitową lub pozajelitową.

W przypadku nowotworów hematologicznych u młodszych pacjentów nie obserwuje się znaczącego wpływu nowotworu na stan odżywienia w początkowej fazie choroby przewlekłej, a często także w fazie ostrej. U osób w zaawansowanym wieku częściej objawy niedożywienia widoczne są już na początku terapii. W porównaniu do innych nowotworów, rzadziej obserwuje się wyniszczenie organizmu. Jednak w wyniku leczenia czy postępu choroby —dotyczy to co czwartego pacjenta.

Uważajmy na wszelkiego rodzaju porady internetowe – bo są przypadkowe – ktoś, mając doświadczenia z jednym nowotworem, propaguje coś, co jemu pomogło, ktoś informacje podawane sprawdzi, ktoś inny przytoczy je bezkrytycznie. Wraca jak bumerang zalecanie picia napoju gazowanego typu cola w trakcie chemii. Ja nie zachęcam, wręcz przeciwnie. Znam osoby, które tak robiły, sądzę że to działa pozytywnie wyłącznie poprzez efekt placebo. Natomiast w kontekście zapalenia śluzówek (są to produkty z dużą zawartością cukru) bym ich zdecydowanie nie polecała, będą bowiem potęgowały rozwój flory bakteryjnej, atakującej zęby i dziąsła.

Ale – są takie rzeczy, które jako bezpieczne placebo powinniśmy mieć. Jeżeli w coś wierzymy, i to psychicznie nam pomaga, a na pewno nie zaszkodzi. Jeśli mamy takie swoje prywatne bezpieczne placebo (to może być szklanka wody rano), to poprawi nam ono humor i skuteczność leczenia. Udowodniono, że to psychicznie nas wzmocni, bo efekt placebo stwierdza się nawet u psów. A pies nie wie, że dostaje placebo. To wiara właściciela dokonuje korzystnych zmian w zdrowiu zwierzęcia. To wasze placebo może być nie tym, co zjecie czy wypijecie, ale może być jakimś rytuałem, jak np. 20 minut spaceru codziennie przed obiadem. Do zrealizowania także w szpitalu. Moja nieżyjąca już koleżanka, kiedy była zamknięta w szpitalu i nie mogłyśmy wyjść poza korytarz, dreptała w kółko, z krokomierzem w dłoni, zachowując odpowiedni rytm i prędkość, a pielęgniarka mówiła: – Jak pani tak drepcze, to ja już się zmęczyłam. Za granicą, może w Polsce już wkrótce także, zajęcia tai chi i qi gong dla pacjentów onkologicznych odbywają się codziennie rano w wielu szpitalach. Sama chodziłam na zajęcia z qi gong i bardzo sobie je chwaliłam. Ledwo się ruszałam, miałam zapalenie nerwów, powłóczyłam jedną nogą, a mimo to byłam w stanie wykonywać proste ćwiczenia oddechowe i ewidentnie pomagało mi to w rozluźnieniu partii mięśni, usztywnionych z powodu długich okresów unieruchomienia w łóżku. Samo chodzenie czy bieganie nie jest odpowiednim ruchem dla człowieka. Dlatego powinno się wykonywać ćwiczenia rozciągające 20-40 minut dziennie, niezbyt intensywne. I to na pewno pomaga, poprawia zakres ruchu, obniża poziom hormonów stresu, poprawia samopoczucie i może być zalecone każdemu pacjentowi.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Co robić, gdy skutkiem ubocznym chemioterapii są wymioty?

Dr n.wet. S.B-W.: Brać leki na receptę przeciwwymiotne, wypisane przez lekarza. Kosztują 30 zł miesięcznie, podaje się je dwa razy dziennie, co 12 godzin, praktycznie bez skutków ubocznych. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce nie są standardowo wypisywane, czasem wręcz niechętnie, na zasadzie: Jak pani się gorzej poczuje, to proszę wziąć. Ale jak pani się gorzej poczuła, to już było za późno. Te leki działają często na ośrodkowy układ nerwowy, dlatego muszą być podawane dwa razy dziennie o stałej porze. Dwie godziny opóźnienia powodują, że zaczyna się uczucie mdłości. Należy je stosować praktycznie od samego początku chemioterapii.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Co jeść, jeśli skutkiem ubocznym chemioterapii jest brak łaknienia?

Dr n.wet. S.B.-W.: Zaburzenia łaknienia podczas chemioterapii są wynikiem zarówno nastawienia psychicznego pacjenta, jak i bezpośredniego wpływu niektórych leków czy też hamującego działania wydzielanych cytokin zapalnych w procesie nasilonej choroby. Ponadto niektóre z leków stosowanych w różnych schematach chemioterapii mogą wchodzić w interakcje z wybranymi pokarmami. Chorzy na ziarnicę złośliwą, przyjmujący prokarbazynę, powinni unikać pokarmów bogatych w aminę biogenną (tyraminę), gdyż może to spowodować nadmierny wzrost ciśnienia tętniczego. Tyraminę mają sery i wędliny długo dojrzewające, produkty wędzone, fermentujące, śledzie, mięso czerwone, wątroba, rodzynki, banany, czekolada, awokado, bób, produkty z soi, np. tofu. Stosowane w leczeniu przewlekłej białaczki szpikowej busulfan czy nilotynib należy podawać w pewnym odstępie od posiłku, by nie hamował on wchłaniania tych leków. Inny lek z tej grupy imatynib podaje się w trakcie posiłku ze szklanką wody do popicia.

Chemio-, immuno- i radioterapia mogą chwilowo lub trwale wpływać na zapotrzebowanie pacjenta na pokarm. Można się spodziewać konieczności optymalnych modyfikacji diety, by utrzymać możliwie najlepsze odżywienie w danej fazie choroby i leczenia, sprzyjające regeneracji.

Brak apetytu wiąże się też z powstaniem w organizmie neuroprzekaźników, które powodują obniżenie nastroju. W zasadzie mamy tu do czynienia z kaskadą zdarzeń, począwszy od złego samopoczucia pacjenta, dominującego nad wszystkim głębokiego stresu. Żadne ziółka, perswazje, karmienie na siłę, żadna świadomość, że niejedzenie szkodzi, nie pomoże. Brak apetytu rozwija się podobnie jak w ciężkich chorobach zaburzenia odżywiania, takich jak anoreksja, dlatego trzeba sięgać po środki poprawiające apetyt na receptę z apteki. Do braku apetytu nie wolno dopuszczać. Trzeba pamiętać, że w organizmie jest taki mechanizm – w bardzo dużym uproszczeniu polega on na tym, że jeżeli boli cię głowa, uderz się w palec. To pozwoli skupić się bardziej na tym, że boli coś innego niż głowa. Ten brak apetytu można uznać za odwracanie uwagi organizmu, że coś się w nim złego dzieje.

Sama przeżyłam chwilowy stan wzmożonego katabolizmu – znikania z dnia na dzień na moich oczach własnych mięśni w okresie przeszczepu, czułam, że nie mogę jeść, i to było silniejsze ode mnie. Wiedziałam, że jeżeli przestanę jeść, to mój stan się tak pogorszy w tym konkretnym momencie, że po pierwsze nie wyjdę wcześniej ze szpitala, po drugie – mój organizm nie będzie się regenerował. Co prawda wtedy udało mi się pokryć połowę tego, co powinnam zjeść, ale udało mi się. Udało mi się to dzięki słoiczkom Gerbera (budyń czekoladowy) oraz specjalnym wzbogaconym napojom dla pacjentów i kakao. Tylko to byłam w stanie zjeść (a właściwie pić) – z jakiegoś powodu to właśnie. Każdy ma jakąś swoją fiksację – u mnie była czekoladowa, a na co dzień za czekoladą nie przepadam. Po tych trzech dniach, dzięki temu, że jadłam cokolwiek, mój stan się nie pogorszył i zaczęłam jeść normalnie. Gdybym nie jadła nic, skończyłoby się to pewnie i pogorszeniem mojego stanu ogólnego, i wydłużeniem pobytu w szpitalu. W Polsce, zależnie od ośrodka, musi dojść do znacznego wyniszczenia organizmu, żeby pacjent został skierowany na dożywianie drogą dojelitową przez sondę lub pozajelitowo przez specjalne wlewy. W niektórych chorobach onkologicznych żywienie dojelitowe – zrobienie bezpośrednio do przewodu pokarmowego specjalnych pokarmów do dalszych partii jelit, jest czymś, co byłoby pożądane na samym początku leczenia, zwłaszcza u osób słabych psychicznie. A także gdy ktoś ma naświetlenia jamy ustnej, przełyku - z góry wiadomo, że w pewnym okresie nie będzie w stanie niczego zjeść, i niczego też tak łatwo nie przełknie. Dlatego nim rozpocznie intensywne leczenia, powinno mu się włączyć żywienie dojelitowe.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Jakie powinno lub nie powinno być jedzenie przy pleśniawkach i owrzodzeniach utrudniających połykanie?

Dr n.wet. S.B-W.: Już o tym była mowa – żadnych orzechów, otrąb, wszystkiego co może urazić rozpulchnioną, podatną na urazy śluzówkę jamy ustnej. Także surowizna wszelka, produkty zawierające żywe bakterie i produkty bogate w naturalne kwasy będą pogarszać pacjenta.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Jak skomentować potoczne opinie dotyczące odżywiania w chorobie nowotworowej: nie jedz białka – ono żywi nowotwór.

Dr n.wet. S.B-W.: Nie wiem skąd się biorą podobne przesądy. Na pewno racjonalnym hasłem jest – nie jedz za dużo czerwonego mięsa i mięsa przetworzonego (wędlin, wędzonek). Natomiast białko trzeba jeść. Aby odnawianie komórek krwiotwórczych następowało efektywnie, ważne jest dostarczanie materiału do ich odbudowy w postaci dobrze przyswajalnego białka. Zdrowy dorosły człowiek potrzebuje średnio 0,75-1,5 g białka w pokarmie na 1 kg prawidłowej masy ciała na dzień (w zależności od wieku, aktywności, masy mięśniowej). W chorobie, stresie, po operacji, chemio- czy radioterapii ta ilość może zwiększyć się nawet dwukrotnie. Osoba ważąca ok. 60 kg powinna codziennie dostarczyć sobie minimalnie 45 g białka z różnych źródeł (a nawet dwa razy więcej), w co najmniej trzech posiłkach. Porcją białka w ciągu dnia w posiłkach może być: kubek owsianki na mleku na śniadanie (ok. 15 g białka), pół piersi z kurczaka lub filet z dorsza na obiad gotowane na parze (ok. 20 g białka), kulka mozzarelli lub sałatka z połową kubka soczewicy (ok. 10 g białka), a do tego co najmniej trzy szklanki kolorowych warzyw.

Te ilości białka są naprawdę trudne do spożycia, bo to tyle, co potrzebuje mężczyzna pakujący na siłowni, budujący masę mięśniową – taki Schwarzenegger. Oni to przeważnie robią za pomocą odżywek. Ja też poszłam tą drogą – nie jestem w stanie zjeść pięciu kotletów dziennie, zresztą i tak byłoby to nieoptymalne i niezdrowe, bo jadłabym za dużo potencjalnie szkodliwego mięsa. Więc sięgnęłam po skoncentrowane białko dla pacjentów, które można wymieszać z jogurtem, z zupą, z koktajlem owocowym czy z sosem. Sądzę że m.in. dzięki temu nie miałam opóźnionej żadnej chemii, wyszłam po przeszczepie wcześniej, goiłam się bardzo dobrze i regenerowałam się idealnie. Warto pamiętać o ważnej rzeczy – białko buduje białko, czyli w organizmie to m.in. białko krwinek i naszych tkanek uszkodzonych przez leczenie. Więc jeśli nie dostarczy się odpowiedniej ilości białka w pożywieniu, to krwinki nie powstaną, a organizm będzie rozkładał własne zapasy. Wiele depresji chorych wynika z nieodpowiedniej podaży składników w diecie, najczęściej właśnie ze zbyt małej ilości białka. Pacjenci piją też zbyt mało płynów. Ten niedobór prowadzi do licznych obrzęków – większość pacjentów pije zbyt mało wody (lub neutralnych niesłodkich, niegazowanych i nieskoncentrowanych napojów). W okresie przeszczepowym wypijałam nawet 3,5 l wody/dziennie, dzięki temu w organizmie nie koncentrowały się toksyczne substancje powstające w procesie leczenia i szybko były usuwane z moczem.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Jak skomentować przesąd: przestań jeść – nowotwór można zagłodzić?

Dr n.wet. S.B.-W.: Bzdura. Jeżeli przestaniesz jeść, to organizm zje się sam. Organizm w okresie jakiejkolwiek choroby wchodzi na dużo wyższe obroty metaboliczne, choroba to stres, olbrzymi uraz i potrzebna jest duża ilość energii. Jeśli jej nie dostarczymy z zewnątrz, organizm najpierw spali tłuszcz, potem mięśnie, a potem weźmie się za organy wewnętrzne – serce, wątrobę. I dojdzie do wyniszczenia. W okresie choroby onkologicznej jest to proces bardzo szybki i postępujący. Dlatego szacuje się, że nawet 75% pacjentów onkologicznych umiera nie z powodu choroby podstawowej, tylko z powodu wyniszczenia nowotworowego (kacheksji). I to wyniszczenie nie jest związane z chemioterapią, tylko z niepobieraniem odpowiedniej ilości pokarmów odpowiedniej wartości odżywczej. Gdy pacjent w sposób widoczny traci białko mięśniowe, „sam się trawi”, czyli postępuje wyniszczenie, konieczna jest podaż odpowiedniego, dobrze przyswajalnego białka pod kontrolą dietetyka i z zalecenia lekarza. Wykorzystuje się do tego środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego, np. preparaty cząstkowe, zawierające samo białko o neutralnym smaku lub napoje zastępujące posiłek, z optymalną porcją niezbędnych składników odżywczych (doustne suplementy pokarmowe, DSP). Trzy-cztery takie napoje mogą pokryć nasze całodniowe potrzeby na wszystkie składniki pokarmowe. Z kolei zbyt duże ilości białka mogą być także niebezpieczne, zwłaszcza przy uszkodzeniu wątroby czy nerek. Dlatego w kontroli diety pacjenta powinien uczestniczyć dietetyk kliniczny.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Kolejny przesąd - w czasie leczenia chemicznego należy zrezygnować z mleka i wszystkich jego przetworów.

Dr n.wet. S.B.-W.: To zależy, należy do tego podejść indywidualnie. Jeżeli ktoś ma problemy z tolerancją produktów nabiałowych już przed rozpoczęciem leczenia – nie będzie tolerował laktozy, więc mleko mu jest po nic. Z kolei produkty mleczne fermentowane, które zawierają żywe kultury bakterii, podobnie jak surowe warzywa i owoce czy soki z nich, będą stanowiły zagrożenie dla pacjenta na niektórych etapach leczenia. U pacjentów z obniżonym poziomem białych krwinek mogą działać uszkadzająco na błony śluzowe i potencjalnie będą otwierały wrota czynnikom patologicznym. Sery białe są wartościowym źródłem białka, więc póki możemy, powinniśmy je jeść, jeśli je lubimy, tolerujemy i nie mamy obniżonej odporności. Co do mleka – kwestia jest bardzo indywidualna. Jeśli ktoś je spożywa regularnie i organizm je trawi, to może je pić w optymalnych ilościach. Trzeba pamiętać, że w trakcie leczenia następuje zaburzenie flory jelitowej, co może prowadzić do gorszego trawienia produktów łatwo fermentujących, a niektóre pokarmy mogą działać zapierająco. Trzeba siebie obserwować i słuchać sygnałów płynących z organizmu, jednocześnie pamiętając, że pod wpływem chemioterapeutyków może on reagować zupełnie inaczej.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Przesąd - dietą można wyleczyć nowotwór.

Dr n.wet. S.B.-W.: Nic mi na ten temat nie wiadomo. Ale jeśli ktoś tak uważa, to bardzo proszę o wszelkie dane naukowe, o udowodnionej powtarzalności. Co może być genezą tego przesądu? Wiemy, że są nowotwory samoograniczające się, są też nieprawidłowe rozpoznania, są też bardzo „wiarygodne” osoby, które udają, że chorują na nowotwór. Sama zetknęłam się z trzema, które goliły głowy, działały w fundacjach, nawet na stanowiskach parakierowniczych, przesiadywały w centrach onkologii, rozmawiały z pacjentami, robiły zawrotną karierę, latały balonem, zbierały pieniądze na „swoją terapię”, a potem okazywało się, że nie były chore. To zwykłe oszustwo – ale dobrze uprawdopodobnione pseudoonkologiczną działalnością. W jednym przypadku w sądzie okazało się że była to choroba psychiczna.

Pełno jest w Internecie ogłoszeń sprzedaży różnych podejrzanych remediów na raka typu np. papryczki zalewane w oleju, grzybki z Azji czy cudowne ziółka, jak np. czystek dobry na wszystko. Wiele też informacji o alternatywnych metodach leczenia za granicą, jednak bez wyjaśnienia, że te metody nie leczą, tylko np. podnoszą jakość życia pacjenta w okresie leczenia paliatywnego. Jest bardzo dużo przekłamań, wielu naciągaczy. To dotyczy nawet zwierząt. Pewna pani nie chciała przyjąć do wiadomości zalecenia weterynarza, że jej psu z rozsianym nowotworem trzeba podać sterydy, żeby mu ulżyć w cierpieniu, ponieważ wyczytała w Internecie, że świetnie mu pomogą brokuły. I żywiła go brokułami, a psa skręcało z bólu od wzdęć. Gdyby pozwoliła podać psu sterydy, których efektów ubocznych by już nie zdążył doświadczyć, to by przynajmniej nie cierpiał bardziej przez ostatnie tygodnie swojego życia. Sami oceńcie, co może być optymalnym wyborem.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Nie jedz cukru – on żywi nowotwór.

Dr n.wet. S.B.-W.: Można dziennie zjeść do trzech dużych łyżek cukru. Pytanie tylko – w czym i jak. I trzeba zachować rozsądek. Jeżeli jemy dziennie ok. pół kilograma warzyw (co najmniej 300 g), ilość podanego z pokarmem błonnika jest na tyle optymalna, że pomaga nam w regulacji poziomu cukru w organizmie. Przy każdym posiłku powinniśmy zjadać szklankę warzyw, a każda powinna być w innym kolorze – wtedy automatycznie dostarczamy do organizmu różnego rodzaju substancji, które, oprócz błonnika, działają aktywnie i ochronnie często potencjalnie przeciwnowotworowo. Kolory warzyw to są naturalne pestycydy, które miały chronić rośliny przed innymi organizmami, a zjedzone działają ochronnie w naszym organizmie, np. walcząc z wolnymi rodnikami które powstają wskutek stresu i choroby.

HEMATOONKOLOGIA.PL: Czy - to kolejny przesąd - z diety osoby chorej na nowotwór należy wyeliminować białko pochodzenia zwierzęcego?

Dr n.wet. S.B.-W.: Nieprawda! Badania wegetarian, którzy zachorowali na nowotwór, były wręcz negatywne w stosunku do diety wegetariańskiej (dla porządku dodam, że zgłaszano co do ich wyników zastrzeżenia, ponoć były źle zrandomizowane). Większość, a przynajmniej połowa wegan i wegetarian, których znam, po prostu odżywia się fatalnie, je często więcej przetworzonych produktów i słodyczy, niż osoby jedzące umiarkowane ilości mięsa i dużo warzyw. Niestety niewiele z tych osób prawidłowo się odżywia, po prostu rezygnują w diecie z produktów pochodzenia zwierzęcego. Ale dla równowagi znam też weganki biegające maratony, odżywiające się świetnie. Są to też osoby, które znają ograniczenia swojej diety i głośno mówią – chodzę do szpitala regularnie na zastrzyki witaminy B12, bo w mojej diecie pewnych składników naturalnie uzupełnić się nie da. Nie mogę powiedzieć, aby to była dieta na pewno zdrowsza. Etycznie na pewno tak, do tego dochodzi poczucie heroizmu, ratowania życia itd.

HEMATOONKOLOGIA.PL: W czasie chemioterapii i radioterapii nie wolno doprawiać posiłków?

Dr n.wet. S.B.-W..: Bzdura – wręcz przeciwnie! Trzeba doprawiać zgodnie z indywidualnymi upodobaniami, byle tylko nie papryką czy ostrym pieprzem, bo podrażnione błony śluzowe dadzą nam tak popalić, że wyskoczymy przez okno (w przenośni). Jeżeli pacjent lubi majonez, to może go sobie dodać do wszystkiego. Jeśli lubi smak ziół świeżych czy suszonych powinien ich używać (prowansalskie, lubczyk), może robić wywar z kardamonu czy z innych przypraw o intensywnym smaku i podlewać tym wywarem sos czy zupę. Jedni pacjenci tracą smak, innym się zaostrza w trakcie choroby. Dla mnie wszystko było za słone. Nie można też przesadzać z przyprawami, które są ogrzewające, bo przy braku smaku możemy się poparzyć. Także temperatura pokarmów musi być umiarkowana. Za zimne i za gorące prowadzą do dodatkowych urazów śluzówek jamy ustnej.


Obrazy użyte w materiale: www.pexels.com | CC0

Dieta – kluczowy element przetrwania terapii przeciwnowotworowej. Fakty i mity – co jeść koniecznie, a czego unikać
kodowanie: projekt: